SPARING: GKS Katowice - BKS "Stal"
GKS Katowice - BKS "Stal" Bielsko-Biała 1-1 (0-1)
Bramki: 0-1 45 min. Zdolski, 1-1 72 min. M. Nowak
GKS:
I połowa: Judkowiak - Małkowski, Uszalewski, Napierała, Niechciał, Wijas, Nowak, Plewnia, Fermak, Pytlarz, Mieszczak
II połowa: Wróbel - Sroka, Dziółka, Darda, Sobotka, Cholerzyński, Owczarek, Hołota, Tumicz, Dudzic, Nowak
BKS: Rosół (46 min. Żebrowski) - Rucki (46 min. Baron), Profic (66 min. Mrozek), Góral, Szczepaniak, Antczak (75 min. Wawrzyniak), Papatanasiu, Wawrzyniak (46 min. Mrożek), Ozimina (46 min. Musiał), Zdolski (46 min. Witor), Maciejewski (46 min. Wojtków)
Z postawy piłkarzy testowanych jestem zadowolony, ale mam też zastrzeżenia. Przykładowo, Łukasz Tumicz jest zaniedbany fizycznie
- ocenił Robert Moskal, trener GKS-u Katowice.
- Każdemu z nami gra się trudno. Dobrze się bronimy, potrafimy wyjść z kontrą... - Dariusz Rucki, obrońca BKS-u, wyjaśniał w przerwie, jak to możliwe, że choć zespoły dzieli różnica dwóch szczebli, to na murawie wcale takiej nie było widać. Mało tego. Tuż przed przerwą bielszczanie zdołali nawet wyjść na prowadzenie. Piłkę do siatki, mimo interwencji Judkowiaka, wpakował Zdolski. Inna sprawa, że tego dnia III-ligowca na wiele więcej nie było już stać.
Pokazała to druga połowa, którą piłkarze Marka Mandli trochę przespali. - Mamy za sobą tydzień ciężkich treningów. Chłopcy różnie na nie zareagowali. Niektórzy byli zupełnie nie do gry - kręcił głową szkoleniowiec BKS-u. Więcej powodów do optymizmu po końcowym gwizdku miał z kolei trener GieKSy. - Po zmianie stron powinniśmy byli strzelić dwie, trzy bramki więcej. Nasza przewaga nie podlegała dyskusji - wskazał Robert Moskal.
Musiał jednak zadowolić się tylko jednym trafieniem. Zaliczył je testowany Michał Nowak, któremu pomogła niepewna interwencja Żebrowskiego. - Michał to bardzo silny zawodnik. Taki taran. Może trochę słabiej prezentuje się pod względem taktycznym, ale gola zdobył naprawdę ładnego - chwalił opiekun katowiczan, który na plus ocenił postawę wszystkich testowanych. Laurki wystawiał także Dziółce, Hołocie i Cholerzyńskiemu.
Nie oznacza to, że do postawy drużyny nie miał żadnych zastrzeżeń. - Przykładowo, widać, że Tumicz dysponuje bardzo wysokimi umiejętnościami, ale też nie da się nie zauważyć u niego dużych braków kondycyjnych. Jest zaniedbany fizycznie - zaznaczał trener GKS-u, jednocześnie zapewniając, że decyzje personalne odnośnie sprawdzanych graczy podejmie 30 stycznia.
Ci, chcąc otrzymać angaż na Bukowej, muszą wziąć sobie do serca błędy, jakie ich koledzy popełniali w pierwszych 45 minutach. - Nie było nas widać w ofensywie. Pytlarz miał co prawda dwie szanse, ale zagrożenia wielkiego z nich nie stworzył - zauważył Moskal. Ręce do oklasków złożyły mu się w tej części tylko raz - po rozegraniu rzutu wolnego autorstwa Piotra Plewni do siatki trafił Mieszczak, ale sędzia dopatrzył się spalonego. - Czy to był ćwiczony wariant? Nie. Na razie jeszcze improwizujemy - uśmiechał się Plewnia.
I pomyśleć, że spotkanie w ogóle nie doszłoby do skutku... - Gdybyśmy wczoraj sami nie odśnieżyli sobie murawy. To był śmieszny obrazek, gdy wszyscy solidarnie chwyciliśmy za łopaty - zakończył z przymrużeniem oka Kamil Cholerzyński.
źródło: www.sportslaski.pl







